Tak leżąc na łóżku miałem bardzo piękny sen . Byłem tam ja i .. luna . Byłem w jakimś pomieszczeniu , było takie opuszczone i ponure . Rozpoznałem to miejsce . To był szpital . Był okropnie zniszczony . Wstałem z krzesła i rozejrzałem się . Wyszedłem na korytarz i widać było tylko sam syf . Porozrzucane krzesła , potłuczone płytki itd. Znalazłem jakiś pokój ale on był .. nowy , jak nowo wybudowany . Zaraz ... było tam łóżko , a na łóżku kto siedział . Siedziała tam dziewczyna . To była Luna ! Weszłem pewnie do sali i usiadłem obok łóżka . Ona się uśmiechnęła . Nie wiedziałem co powiedzieć . Odwróciłem na chwile wzrok i .. jej nie było . Jak to ? Zniknęła ?! Wybiegłem z pokoju i skierowałem się do wyjścia . Nagle usłyszałem jakieś trzaski i skrzypienia . Szpital się walił ! Dalej nie pamiętam bo się wybudziłem . Wybudziłem się ! Rozejrzałem się , nikogo nie było . Zaraz , gdzie luna ?! Czy ona przeżyła ? Spojrzałem w okno ale z trudem mogłem się przekręcić , słońce zaczęło wschodzić . Położyłem się z powrotem . Chwilę się prześpię bo w sumie jest 5 rano .. Szpital otwierają o 7 . Dwie godziny później dalej spałem ale ktoś otworzył drzwi .
( czy to tyyy ? <3 )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz